Tytuł: Ostatni dzwonek
Dzwonek rozdarł korytarz jak sygnał alarmu. Zeszyty wysuwały się z plecaków, a ja stałem przy gablocie z wynikami konkursu recytatorskiego. Moje nazwisko – brak. Poczułem, jak w gardle rośnie twardy, gorzki kamień.
– Trudno, Michał, w przyszłym roku – klepnął mnie w ramię Kuba. Uśmiechnął się krzywo i zniknął w tłumie.
Wiedziałem, że jeszcze dziś mam wystąpić na apelu z krótkim monologiem. Po nieudanym konkursie chciałem uciec do domu, zwinąć się pod kocem i zniknąć. Zamiast tego skręciłem do pustej sali. Pachniało mokrą gąbką i kredą. Oparłem kartkę o pulpit.
– „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” – powiedziałem na głos. Głos zadrżał. – No pięknie – parsknąłem.
Drzwi skrzypnęły. Weszła pani polonistka. – Ćwiczysz? Wzruszyłem ramionami. – Po konkursie… chyba nie mam już siły. – Siłę ma ten, kto próbuje jeszcze raz – powiedziała cicho. – Pokaż.
Czytałem, a ona co chwilę przerywała. – Krótsze pauzy. Oddychaj przy przecinku. Patrz na publiczność, nie w podłogę. Powtarzałem. Po dziesiątym razie słowa zaczęły płynąć, jakby same układały się w zdania.
Na apelu światła raziły, a scena wydawała się większa niż zwykle. W pierwszym rzędzie siedział Kuba i pokazywał uniesiony kciuk. Wziąłem wdech. – „Dobrze widzi się tylko sercem…” – zacząłem i tym razem usłyszałem własny głos: spokojny, pewny.
Po oklaskach pani polonistka podeszła. – I jak? Uśmiechnąłem się pierwszy raz tego dnia. – Chyba wygrałem. Ze sobą. Za oknami dzwonił deszcz. Wcale nie brzmiał jak alarm. Bardziej jak nowy początek.